poniedziałek, 9 kwietnia 2018

"Moje ciało - mój wybór"


       Dojadam szarlotkę, a moje Słoneczko dosypia. Czyż może być piękniejszy widok niż śpiące spokojnie dziecko? To jest coś, co rozczula mnie codziennie. Ta mała istotka (ok, po całym dniu na moich rękach wcale taki mały się nie wydaje), zupełnie zależna od nas, nie obroni się przed światem. Ale gdzie jest granica tej zależności? Czy wolno nam decydować o życiu dziecka skoro jest nasze, rośnie w nas, z nas powstało? Jaka jest nasza rola?




      Ze wszystkich stron głośno krzyczą, że „moje ciało, mój wybór” i tym podobne hasła. Im głośniej krzyczą, tym bardziej zachodzę w głowę, czy rozumieją, co mówią. Zupełnie zgadzam się, że każdy ma prawo (a wręcz obowiązek) decydować o sobie i swoim ciele. Swoim, nie drugiej istoty. A czy rozwijające się życie nie jest osobną istotą, bytem odrębnym? Dziecko, nawet jeszcze w łonie matki, nie jest jej częścią – ono z niej powstało, z niej czerpie siłę do rozwoju, od niej czerpie życiodajną energię, ale nie jest nią. Ty możesz decydować, co się stanie z Twoim ciałem, życiem, a to dziecko nie? Tylko dlatego, że akurat w Twojej macicy się rozwija? Ale ono samo z księżyca tam nie wskoczyło.
      Decyzję o tym, co się stanie z naszym ciałem podejmujemy w momencie podjęcia współżycia. Każdy dorosły powinien mieć świadomość, że z tej zabawy na prawdę może się KTOŚ zrodzić i wtedy jest czas na zastanowienie, czy jestem (jesteśmy) na to gotowi, a nie kiedy na teście pojawią druga kreska. Bo ta kreska jest efektem podjętej decyzji, więc bądźmy konsekwentni.
Skoro współuczestniczymy w akcie stworzenia, weźmy za to odpowiedzialność – a nie dzisiaj się bawimy, najwyżej usuniemy. To żywe stworzenie, człowiek. Czy Ty chciałabyś, żeby ktoś Ciebie pozbawił życia, bo mu przeszkadzasz – np. sąsiad, bo za głośno słuchasz muzyki? Raczej nie, więc nie pozbawiaj życia, nie chcesz kochać – oddaj do adopcji.
      Człowiek nie może dążyć do zaspokojenia popędu i osiągnięcia przyjemności za wszelką cenę, a zwłaszcza za cenę życia, bo „życie ludzkie (…) jest rzeczą świętą”.
Ruchy proaborcyjne szastają hasłami, że kobieta ma prawo decydować o swoim ciele, że jak zdarzy się „wpadka” powinna mieć prawo bez obaw usunąć, zabić dziecko, bo nie pasuje do jej planu na życie, teraz nie ma czasu, bo musi się realizować zawodowo, pojechać w podróż dookoła świata. Powinna mieć przy tym pełne poparcie społeczeństwa i możliwość zabicia dziecka za publiczne pieniądze. Kobieta ma prawo decydować o swoim ciele. Swoim – nie dziecka, które w niej rośnie. A ten argument oznacza właśnie decydowanie o pozbawieniu życia dziecka.

W tekście odnoszę się jedynie do sensu stwierdzenia „moje ciało, mój wybór” w odniesieniu do aborcji dziecka poczętego w wyniku dobrowolnego stosunku.

Tekst powstał w ramach akcji Humanae Vitae na nowo odkryte

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam :)